Papardelle z prawdziwkami i sosem truflowym


O tym daniu mogę powiedzieć tylko tyle: jest wyśmienite! Nie chcąc być posądzonym o zbytnie przechwalanie się dodam szybko, że nie ja jestem autorem przepisu i nie ja tą pastę przygotowałem:) Tym razem gotowała moja Mama, która od 3 miesięcy, czyli od kiedy wróciła z wakacji z włoskiej Umbrii "odgrażała się", że przygotuje na jakiś obiad pyszną pastę z sosem truflowym. Warto było czekać te 3 miesiące!

Nie znam kucharza, który nie rozpływałby się nad smakiem trufli. Ja miałem okazję spróbować ich po raz pierwszy w marcu, po powrocie z Mediolanu, skąd przywiozłem słoiczek z malutkim, czarnym grzybkiem. Ten smak ciężko opisać. Na pewno jest wyjątkowy, podobnie jak smak kawioru. Można trufle lubić bądź nie, ale ciężko jest obok nich przejść obojętnie. Mnie osobiście ich smak przypadł do gustu, choć dużo bardziej smakują mi nie jako jedzenie samo w sobie, lecz jako dodatek do różnych potraw. Wspaniałym odkryciem podczas ostatniej wyprawy do Toskanii były np. gnocchi w tradycyjnym sosie quattro formaggi z dodatkiem pasty truflowej- pycha!

Trufle, poza tym że bardzo drogie, u nas są dodatkowo właściwie niedostępne. W sklepach można natomiast dostać oliwę aromatyzowaną truflami oraz, w dobrych delikatesach, pastę truflową. Jeżeli kiedyś wpadnie Wam w oko, to polecam kupić. Jeden słoiczek spokojnie starczy na kilka obiadów, a smak jest naprawdę wspaniały.

Postarajcie się też kupić dobry makaron. My użyliśmy papardelle kupionych we Włoszech. Zwróćcie uwagę na ich teksturę- są bardzo szorstkie, dzięki czemu sos trzyma się klusek. Heston Blumenthal zrobił kiedyś w swoim programie taki eksperyment. Do przygotowania spaghetti bolognese użył dwóch rodzajów makaronu: gładkiego oraz "szorstkiego". Wyłożył potrawę na dwa talerze, po czym delikatnie uniósł kluski. Okazało się, że w przypadku gładkiego makaronu cały sos spłynął na dno talerza, natomiast po uniesieniu "szorstkich" spaghetii talerz był właściwie czysty, gdyż sos trzymał się makaronu.

Na koniec dodam jeszcze, że, jak to zwykle bywa u mojej Mamy (przywilej osób doświadczonych w kuchni), proporcje są "na oko":)


Papardelle z prawdziwkami i sosem truflowym

Składniki na 4 osoby

- makaron papardelle (szerokie wstążki)
- opakowanie (30 g) suszonych prawdziwków
- po ok. 2 łyżki masła i mąki
- pasta truflowa
- sól, pieprz
- oliwa extra virgin


Grzyby wrzucamy do garnka, zalewamy ok. 0,5-0,7 l. wody i gotujemy przez 7 minut. Grzyby wyjmujemy z garnka, płyn zachowujemy.

W międzyczasie w dużym garnku zagotowujemy osoloną wodę na makaron, a w mniejszym garnku rozpuszczamy na małym ogniu masło, dodajemy mąką i mieszamy, aż do utworzenia zasmażki. Następnie powoli, cały czas mieszając, dodajemy płyn z gotowania grzybów (przelewamy go delikatnie, żeby piasek z grzybów nie dostał się nam do sosu).

Gdy sos zgęstnieje, dodajemy kilka łyżeczek (do smaku) pasty truflowej, sól i pieprz.


Ilość zasmażki i ilość wody, którą zalewamy grzyby, zależy tak naprawdę od tego ile chcemy uzyskać sosu i jak bardzo ma być on gęsty. Nie przesadzajmy z mąką, ale jednocześnie pamiętajmy, że sos nie może być zupełnie rzadki, gdyż nie będzie wtedy przywierał do makaronu.

Makaron gotujemy al dente, odlewamy (zachowując trochę wody z gotowania) i mieszamy z sosem. Następnie dodajemy pokrojone w paski prawdziwki. Jeżeli uzyskaliśmy zbyt rzadki naszym zdaniem sos, do gotowej potrawy możemy wmieszać trochę wody z gotowania makaronu, która zagęści całość.

Podajemy natychmiast.

Smacznego!



8 komentarze:

Beata pisze...

Ależ u Was dzisiaj luksusowo! trufle, no no! a u mnie odgrzewany wczorajszy rosół :)

karoLina pisze...

Nigdy nie próbowałam trufli, ale mam obawy, że nawet słoiczek takiej pasty zrujnuje mnie doszczętnie. A uwaga o szorstkich makaronach bardzo przydatna, tym bardziej, że jestem fanką Hestona Blumenthala (chociaż raczej nie kuchni molekularnej...)

zemfiroczka pisze...

O mamo! Ja też jestem głodna! ;)

To musiało być pycha i już!

ps. zgadzam się z tą szorstkością.

Krzysiek pisze...

Dziękuję wszystkim za odwiedziny:)"Przetwory" truflowe az tak luksusowe i rujnujace nie sa- sloiczek takiej pasty kosztuje 8 euro, takze mysle ze raz na rok mozna zaszalec:)

arek pisze...

Krzychu
pasta -super, Izie slinka cieknie od wczoraj, jak znam zycie bede musial niedlugo zrobic:)
A propos smakow, ze jeden lubi a drugi nie- to uwazam, ze smakow trzeba sie uczyc i nie bac:)
Pozdr
A.

Mirabelka pisze...

Cenna uwaga na temat makaronu :) a trufli jeszcze nie nigdy jadłam...

Anonimowy pisze...

Mhm, a ja nie jestem przekonana. Z tego co widziałam to taka pasta zawiera jakieś 2 - 4 % tego cennego grzyba. Reszta to dodatki w postaci pieczarek, borowików albo czarnych oliwek i anchois... Tak więc to, że ma ona coś wspólnego z truflą możemy zakładać jedynie teoretycznie.

Pozdrawiam
Iza

Krzysiek pisze...

Izo, masz rację- prawdziwe trufle w paście truflowej są zdecydowaną mniejszością- gdyby było inaczje to taki słoiczek nie 8 euro, a 80 albo 800 by pewnie kosztował:) Niemniej jednak pasta tak czy siak jest pyszna:) pozdrawiam!