Zupa cebulowa, niby klasyczna, a jednak...



Ktoś by pomyślał: zupa cebulowa?! Nic prostszego! Godzinka roboty i gotowe. Pyszne, proste, klasyczne.
Zgadzam się w zupełności. Czasami mam jednak ochotę poeksperymentować i wtedy pyszną, prostą i jakże klasyczną francuską zupę cebulową robię nie godzinę, a 6 godzin, co 15 minut mieszając:) Myślicie, że coś ze mną nie tak? Przyzwyczaiłem się- cała rodzina dziwnie na mnie patrzyła, choć potem zjedli zupę z apetytem:)
Skąd pomysł na ten kulinarny maraton? Z książki Thomasa Kellera pt. "Bouchon". Dzięki długiemu i spokojnemu gotowaniu, cebula karmelizuje się i nabiera bardzo intensywnego, słodkiego smaku.

Wiem, że 6 godzin to sporo, ale jeżeli tylko znajdziecie czas, to spróbujcie zrobić tą zupę i oceńcie sami, czy warto. Moim zdaniem warto. Nie tylko dlatego, że zupa wychodzi bardzo smaczna, ale również dlatego, że ogólnie warto eksperymentować i czasami próbować nowych rzeczy. Albo jak w tym przypadku- rzeczy starych ale nowych:)

KLASYCZNA ZUPA CEBULOWA
(przepis z książki T. Kellera "Bouchon")

10 dużych cebul
8 łyżek stołowych masła
1,5 łyżeczki mąki
5 l wywaru wołowego
sól, pieprz, ocet z czerwonego wina

2 listki laurowe
12 ziarenek czarnego pieprzu
ok. 1/2 pęczka tymianku



Cebule obieramy i kroimy w piórka.
W dużym garnku z grubym dnem rozgrzewamy masło, dodajemy cebulę, posypujemy małą szczyptą soli (jeżeli wywar jest słony, możemy zrezygnować z solenia cebuli) i gotujemy na małym ogniu przez godzinę, mieszając mniej więcej co 15 minut. Po tym czasie cebula powinna być miękka i puścić sporo soków.

W międzyczasie przygotowujemy woreczek z przyprawami. W tym celu wycinamy odpowiedniej wielkości kwadrat z gazy, układamy na nim listki laurowe, ziarenka pieprzu oraz tymianek, zawijamy brzegi do góry i związujemy sznurkiem kuchennym. Z woreczka można oczywiście zrezygnować, z tym że później trzeba będzie wyławiać przyprawy z zupy:)


Po godzinie zwiększamy lekko ogień, żeby odparować ewentualny nadmiar płynu, zmniejszamy go z powrotem i kontynuujemy wolne gotowanie przez następne 4 godziny, regularnie mieszając cebulę i uważając (szczególnie pod koniec gotowania), żeby się nie przypaliła. Po 5 godzinach cebula powinna być bardzo miękka i mieć głęboki, brązowy kolor.

Zgodnie z oryginalnym przepisem, do zupy potrzeba ok. 2 kubków cebuli. Resztę można schować na 2 dni do lodówki i wykorzystać do czegoś innego. Ja do zupy zużyłem całą ugotowaną cebulę.

Gotową cebulę zasypujemy mąką i gotujemy, mieszając, na średnim ogniu przez 2-3 minuty, po czym zalewamy ok. 5 litrami wywaru. (Przygotowanie wywaru wołowego jest również dość czasochłonne, dlatego można oczywiście użyć w tym celu kostek wołowych). Do zupy wkładamy woreczek z przyprawami i gotujemy całość przez ok. 1 godzinę, do momentu, aż połowa bulionu wyparuje. Powinno nam wyjść ok. 2,5 litra zupy. Doprawiamy do smaku solą, świeżo zmielonym czarnym pieprzem i kilkoma kroplami octu.

Zupę podajemy z zanurzonymi w niej tostami z roztopionym żółtym serem (Comte/ Emmentaler/ inny wysokotłuszczowy ser żółty).

Smacznego!




7 komentarze:

zemfiroczka pisze...

Ależ mi zrobiłeś na tę zupę ochoty, zwłaszcza, że mam w pamięci moją nieudaną cebulową sprzed kilku lat. No i te zdjęcia!

Jak rozumiem z przepisu, ona ma się tak przez te 5 godzin bez kapki bulionu nawet, gotować?

A gdyby tak zamiast octu dać wino?

pozdrówka!

Krzysiek pisze...

Dokladnie- bez kapki, tylko na masle:) a jesli chodzi o winko to mysle ze zagra bardzo dobrze! pozdrawiam!

Tilianara pisze...

Rewelacyjna ta zupka! Zrobię na pewno! Uwielbiam takie eksperymenty :) Tylko wyzdrowieję i jadę na targ po cebulę :)))

A jak myślisz, bulionik warzywny tez się sprawdzi? Nie cierpię kostek, a szykować wołowego mi się strasznie nie chce :(

Krzysiek pisze...

Mysle ze tez sie sprawdzi:) Ja tez nie lubie kostek ale niestety nie zawsze jest czas/chec na zrobienie wywaru
Tym razem pomyslalem jednak ze jak juz robie zupe 6 godzin to i o wywar sie postaram i udalo mi sie zdobyc kilka litrow pysznego wolowego:))

dzieki za odwiedziny!

pozdrawiam
Krzysiek

zemfiroczka pisze...

Ok :) No to wszystko jasne! Nic, tylko warzyć tę cebulową ;)

pozdrówka!

Olasz pisze...

i to sie nazywa fachowe podejscie do tematu :) Czapki z glow :)

Anonimowy pisze...

zupę jadłam w bouchon, gdzie zabrał mnie mój chłopiec i do teraz pamiętam ten smak! Był to najlepszy posiłek w moim życiu (skirt steak też był przepyszny ale to właśnie zupa powaliła mnie na kolana). Potem gotowałam ją tylko raz (ale za to zgodnie z oryginalnym przepisem - 6 godzin, ocet cherry itp)prawie tak samo dobra:)

p.s. fajny blog